Zakupy
Przecież my sobotę mamy. I to wolną w dodatku. Aż mnie wmurowało. To już sobota jest? A ja się ciężko zastanawiałam, dlaczego rodzice postanowili zostać u nas na noc, skoro my rano idziemy do pracy. Oj skleroza, skleroza. Nie mam nawet o czym mówić. To w takim razie na jakieś zakupy trzeba będzie wyskoczyć, jak rodzice już pojadą do domu. Bo nam zapasy w lodówce coś stopniały. Także Kochanie, przygotuj się psychicznie, na wędrówkę po supermarkecie. Aż mi się buziak uśmiechnął. Nie mam gipsu, mogę się bez problemu poruszać. O, przecież ja mogę prowadzić autko. No to super. No wiesz, chyba, że Ci się nie chce, to ja mogę pojechać sama, bo przecież ja już mogę sobie jechać sama. Ale Marcin powiedział, że przecież muszę mieć kogoś, do pchania wózka. A poza tym, przecież ktoś musi być sponsorem. Nie no, po prostu bosko. Ja chcę go za męża i to już. Wiedziałam, że będzie cudownym mężem i wspaniałym ojcem. W sumie, już chyba mogłabym być panią domu i mamusią. Aha, Skarbie, powiedział Marcin. Mam dla Ciebie niespodziankę.