Kiedy jednak zobaczył, że nie bardzo to na mnie skutkuje, wtulił się we mnie i też postanowił iść spać. Ale praktycznie ledwo zasnęłam, już musiałam wstawać. Przecież trzeba było przygotować jakieś śniadanie. Marcinowi też nie pozwoliłam spać. Wstawaj Słoneczko, powiedziała czułym głosikiem. Ty mnie już nie lubisz Weronika? No powiedz mi czy Ty mnie już nie lubisz. Przecież dopiero się położyliśmy. No tak, więc dlaczego tylko ja mam cierpieć z tego względu? Wstawaj Ty też. Weronika, błagam, jeszcze pół godzinki. Nie ma pół godzinki. Wytarmosiłam go za uszy.
Ejjj…Mojemu Marcinowi wcale nie było na rękę się podnosić. Już drugi raz tak nie będziemy siedzieć, bo będziemy mądrzejsi o jedno doświadczenie. Po długich i ciężkich wstał z łóżka. Chociaż wcale nie było mu to na rękę. Pościelił łóżko, a ja za ten czas już zajęłam się przygotowaniem jedzenia. Marcina wysłałam po bułki, a sama przygotowałam, to, co już było. Kiedy rodzice wstali, śniadanie już było na stole. Pachniała jajecznica i kakao. Jesteście cudowni, tak podsumowała nas moja mama.
|