Zgodnie doszłyśmy do wniosku, że z nami to gorzej, jak z dziećmi w przedszkolu. Bo im, jak ktoś się podoba to wiedzą wszyscy w koło, ale przede wszystkim ta osoba. A czym człowiek starszy, tym głupszy. Bo wtedy wiedzą wszyscy w koło i tylko się starasz, żeby odpowiednia osoba się przypadkiem nie dowiedziała. Zaczęłyśmy się śmiać. Nasz śmiech przyciągnął tatusia i Marcina ze okolic łazienki. Akurat zrobiłyśmy kawę. Poszliśmy do pokoju gościnnego, który tak naprawdę był pokojem Marcina. I w sumie powinnam przytrzymać rodziców w kuchni.
Ale Marcin sam wziął ciasto i poszedł do swojego pokoju. Także usiedliśmy tam. Opowiedziałam rodzicom, jak to spadłam z tych nieszczęsnych schodów w pracy. Wtedy do śmiechu mi nie było, Marcinowi zresztą też nie. Stwierdził, że jak sobie to przypomina, to aż mu ciarki po plecach chodzą. W sumie, to żadna przyjemność zobaczyć ukochaną kobietę, leżącą nieruchomo pod schodami. Przecież różnie mogła upaść. Bałem się o nią. Dlatego wcale do śmiechu mi nie było. Trochę się uspokoiłem, jak powiedziała, że nogę załamała.
|