Ciągle zamyślona
Nagle głos Marcina wyrwał mnie z zamyślenia. Prawda Kochanie? Ale co, co mówiłeś? Byłam strasznie rozkojarzona. Mówiłem, że mnie nie słucha. Tylko się czule uśmiechnął. Przecież widziałem, że znów gdzieś wywędrowała gdzieś myślami. Ja ją chyba muszę gdzieś na urlop zabrać, może trochę jej to przejdzie. Rodzice się uśmiechnęli. Przecież ona nie ma czasu przyjechać do nas ani do Moniki, a Ty o urlopie mówisz. Marcin, to trzeba patrzeć trzeźwo. Oj tam, mamo przesadzasz. Ja przesadzam, ja przesadzam? A kiedy u nas byłaś? No przecież wiesz, że nie miałam jak teraz przyjechać. Tutaj praca, tutaj mieszkanie, teraz złamana noga. Tata zwrócił się do Marcina. Weź Ty tą marudę, wsadź w samochód i przywieź do nas, bo nie ma szans, żeby sama się wybrała. Przecież to jest tak strasznie daleko, że ho ho. Dobra, dobra, Wy tutaj na mnie, a zapytajcie kiedy Marcin był u rodziców. A chyba z dwa tygodnie temu, odpowiedział nie pytany. No to pięknie. No i wyszłam teraz na wyrodną córkę, która nie ma czasu dla rodziców. Ja go uduszę.